26 maja 2015

15 maja 2015

Gałąź i bokeh

Dzisiejszy post to moje krótkie podsumowanie dwumiesięcznej przygody z manualnymi obiektywami.
Na początku nie byłam pozytywnie nastawiona do Heliosa i robiłam więcej zdjęć Penatconem. Przeszkadzała mi soczewka w adapterze, którego muszę używać dla ochrony aparatu, ponieważ listki przesłony są bardzo zaoliwione. Mój Helios ma ponadto odwrotnie założony pierścień przesłony, co niestety bardzo mnie denerwowało. Teraz jest moim ulubionym obiektywem. Duża liczba listków przesłony tworzy bokeh przypominający bańki mydlane a tło wygląda czasem jak rysunek lub obraz. Pentacon nie ostrzy na nieskończoność, więc ciężko mi oceniać ten obiektyw. Podoba mi się kształt jaki ma bokeh a wydaje mi się unikatowy, ponieważ oglądając zdjęcia na innych blogach zrobione tym obiektywem widzę, że bokeh jest okrągły.
Nie wiem czy to dobrze, ale robiąc zdjęcia Heliosem w pewien sposób odrealniam rzeczywistość. Tak się do tego przyzwyczajam, że "zwyczajne" zdjęcia nie robią na mnie wrażenia. Nie wiem czy to dobrze, czy źle. Może ta ogromna liczba banieczek męczy i nudzi odbiorców a wzorki w tle wyglądają kiczowato?
Zamieszczam dwa zdjęcia tej samej gałęzi, ale dwa różne efekty. Pierwsze zostało zrobione Pentaconem 50mm f/1.8 a drugie Heliosem 44-2 2/58mm.
Już niedługo nowość na moim blogu zdjęcia zrobione obiektywem Makinon 135mm f/2.8.
Pozdrawiam Was wszystkich i życzę fajnego weekendu :)